Wyobrazacie sobie milosc w korporacji? Co tam milosc - wyobrazacie sobie bunt? Ksiazke Jaroslawa Ksiezyka przeczytacie w trybie ASAP. Opowiesc przyspiesza z kazda strona. Nieszczesny swiat korporacji, widziany oczami bohatera-narratora, mozna by traktowac z przymruzeniem oka. Tym bardziej ze mnostwo tu blyskotliwej ironii. Swiat moglby wiec jawic sie jako lekki, czasem wrecz farsowy. Wrazenie poglebia jezyk, skrzy sie kolorami i terminami powszechnie obowiazujacymi w mowie korpo. Jednak zycie korpo i jezyk korpo zdaja sie uczestniczyc w opetanczej grze i tworzyc niewolnicza, szczelna calosc, na ktora bohater-narrator nie przystaje. Jakby odzywal sie w nim "error". Wracaja do niego ludzkie tesknoty: ludzkie wyobrazenia milosci i ludzkie sny o golebiach. To subtelne napiecie, konstruowane niezwykle sprawna pisarska reka Ksiezyka, jest jedna z wielu zalet ksiazki. Ostatecznie Hydra staje sie historia adresowana tak do czytelnikow pracujacych w korporacjach, jak do wszystkich innych, ktorzy niezmiennie staja przed zyciowymi szansami, z nadzieja, ze przyniosa one szczescie. Szczescie? Jakie, skoro szczescie nie ma instrukcji? A moze ma, tylko ja o tym nie wiem. Przeczytajcie Hydre! Zrobcie Ksiezykowi audyt. --Krzysztof Bielec.